,
czwartek, 13 listopada 2008 15:42:37
,
komentarze [1]Affection to rent
sobota, 2 sierpnia 2008 21:14:09
Nie, blog nie umarł.
Kolejny parny wieczór siedzę pijąc kakao i słuchając The Last Shadow Puppets.
To takie jakby uzależnienia.
Ale dzisiaj miało być o uczuciach..
"Siedziała w pociągu i patrzyła na uciekający za oknem świat. W uszach postukiwał tak dobrze znany rytm. Kiedyś płomienny, dzisiaj beznamiętny.
Mimo tego, nie potrafiła pohamować łez zasnuwających wzrok. Ciągle myślała, analizowała. Szukała błędu w czymś czego nie było? Wspomniała rzeczy, które dla Niego nic nie znaczyły. Sakralizując momenty, którym On nie poświęcił nawet chwili? Czy kiedykolwiek zdoła uciec od wspomnienia jego oczu i uśmiechu, kiedy wiązała mu szalik na wietrze?
Pytania.. retoryczne."
A na koniec, retorycznie spytam:
Who’s the crooks in this crime?
(i nadal umieram na szaleństwo zwane Arctic Monkeys).
I tracę czas..
komentarze [1]umierasz, gnijesz.
sobota, 24 maja 2008 01:38:10
Opętana wewnętrzną destrukcja
nie cierpię - po prostu nie czuje.
Wybrałam najdotkliwszy sposób retrospekcji
nieodebrane połączenie - zabrzmiało jak przeznaczenie.
Deszcz przemoczył serce, a przypadek zabił wspomnienia.
Stało sie wewnętrznym oczyszczeniem, po którym została pustka w sercu.
Odebrane ostatnie materialne wspomnienie Ciebie.
***
Ból ma smak deszczu i pachnie czwartą rano.
Abstrakcjo..
Słowa pełne goryczy spijałam z twych ust
ze słodyczą pełna chorej satysfakcji.
Nauczyłam się kochać sposób,
którym przywykłeś mnie ranić.
W gąszczu hipokryzji i ironii
chciałam ujrzeć człowieka.
Na własne życzenie
ukrytego za tamtymi
oczami.
Grafomania.
komentarze [0]rozmawiałam z wiatrem, bawił sie moimi włosami...
poniedziałek, 31 marca 2008 14:16:59
Lirycznie, lirycznie.
Własciwie sama nie wiem co się ze mna dzieje.
Jestem pełna uczuć, a nie potrafię ich oddać. Nie, że nie chce - po prostu nie potrafię...
Może powinnam zrezygnować? Nie brnąć w coś, co może potencjalnie zranić innych ludzi. Jednak chce - jakaś część mnie wzbrania się przed tym wszystkim, jednak jest druga - która pragnie ciepła i wrażliwości.
Jestem złą kobietą. Wiem o tym. Albo inaczej zdaje sobie z tego sprawę.
"Let me apologize to begin with
Let me apologize for what I'm about to say
But trying to be genuine was harder than it seemed
But somehow I got caught up in between."
Z drugiej strony - jest wiosna. Ciepło za oknem kwiaty, śpiewające ptaki.
Czuje się cudownie, gdy mogę włożyć słuchawki w uszy i podziwać ten cudowny świat zza moich ogromnych okularów. Napawa mnie tak niepojętą euforią, że nie potrafię tego pojąć. Ciesze się - nawet jeśli serce cierpi.
Dziś chyba wyjątkowo długo wracałam do domu... Zachwycalam się zielenią i kwiatkami w parku, rozmawiałam z wiatrem, spotkałam nawet kota. Zatrzymałam się chwilę z nim. Pogłaskałam go, a on się do mnie usmiechnął.
Wiatr dotykał mych włosów, słońce zaglądało prosto w oczy, muzyka popłynela z krwią tuż pod skórą. Przez kilka chwil poczułam, że żyję naprawdę.
Nie pragnę niczego wyjątkowego. Chce tylko malych chwil szczęscia.
Wystarczyło dzisiaj usłyszeć, że "kochana wyglądasz ślicznie", albo móc napisać komuś, że jest dla mnie najważniejszy w tej chwili (Rude;* dziękuje!).
"Są dwie drogi, aby przeżyć życie. Jedna to żyć taj, jakby nić nie było cudem. Druga to żyć tak, jakby cudem było wszystko"
"Człowiek jest odpowiedzialny nie tylko za uczucia, które ma dla innych, ale i za te, które w innych budzi"
I tego chyba boje się najbardziej.
Chyba pójdę sobie kupić białą różę, na pewno pomoże;).
komentarze [4]so complicated
piątek, 22 lutego 2008 15:18:43
Za każdym razem, gdy jestem bliżej - odpycha. Wracam do punktu wyjścia i obiecuję sobie, że już nie. A za chwilę, jeden impuls i znów jestem bliżej. Cofam się i wracam. Nie wiem gdzie prowadzi ta droga, co ze sobą niesie...
Ile żalu, a ile uśmiechu da.
Mam za dużo nauki, za mało czasu by odetchnąć.
Czekam na wiosnę, czekam na marzec...
It's 4 AM and I'm alone.
kocham ten zespół i piosenkę.
komentarze [4]4am. forever
niedziela, 27 stycznia 2008 18:39:37
*Lostprophets - A Town Called Hypocrisy*
I skończyły się ferie. Dawno tak efektywnie nie spędzilam czasu. Ani troche poczucia beznadziei. Zrobiłam mnóstwo rzeczy, doświadczyłam nowych uczuć, poznałam cząstkę pewnych osób. I jestem z siebie cholernie dumna.
Miałam konsultacje z fotografikiem, mialam kilka sesji portretowych, miałam jeden plener i mam nadzieję, że bedzie tego jeszcze wiecej! I wcale nie trzeba super sprzętu, by robić super foty. Wystarczą chęci i serce.
Słucham Lostów i mam ochotę pójść na jakaś fajną imprezę i sie dobrze wyskakać.
I troche mnie wnerwia, że jutro do budy. Ale niedługo będzie wiosna, i będzie cieplo, wolne na święta, i zielono na fortach.
I wszyscy sa ostatnio mili. I mnie chwalą. Ejejj, uważajcie bo się przyzwyczaje xD. Tak czy siak jest zajebiście! I niech to nie mija.
A słowami pewnej, a czasami dawet dwóch osób się nie przejmuje.
Jestem psycholką! i dobrze mi z moim szczęsciem!!!!:p
A wy? Jak spędziliście ferie?
pisac!!!!!
;******
p.s zdjęcia w ramce obok na samym dole. Oglądać!:p
komentarze [8]inaczej
wtorek, 15 stycznia 2008 21:05:23
Coś się zmieniło. Nagle. Nawet nie wiem jakim cudem. Nie zadaje pytań, i nie, nie chce by minęło.
Miałam konsultacje u fotografa. Dały mi niewyobrażalnie dużo. Powoli dostaje ze zdjęć to co chce, a nie to co wyszło.
Dwie cudowne sesje: Z Gabrysią w dworku, i dzisiejszy plener z Konradem na fortach w Siedliskach.
Okropnie się cieszę, bo mam jeszcze kilka pomysłów, a chętnych na plenery i zdjęcia przybywa z dnia na dzień.
I na zapomnę tekstu patrolu straży granicznej: "Gdzie państwo idą?"
Tak jakby chcieliśmy przekroczyć granicę niechcący.
Urocze :)
Podsumowując forty:
"Ahhh, chciałabym tu mieszkać!"
Nie myślę, nie zadaje pytań.
Po prostu cieszę się życiem!
Kto chętny na sesyje pisać na gg: 3165774
;*
foty wrzuce jak zmniejsze:p
komentarze [4]eh
poniedziałek, 7 stycznia 2008 17:35:59
No i mam 18 lat? I co?
Nic.
Czuje się dokładnie tak samo jak tydzień temu kiedy mialam 17.
Tydzień temu...
Czy ja z wiekiem stanę się mniej głupia i naiwna?
Czy to nie przechodzi.
A zresztą...
Popijam czekoladę i stwierdzam, że jestem daremna.
i jeszcze bloga mi chcieli zawiesić.
komentarze [5]"Come to me clouds..."
sobota, 24 listopada 2007 22:34:53
Mogę spokojnie stwierdzić, ze do igły w żyle zdążyłam przywyknąć. Bynajmniej drugi raz nie zrobił na mnie żadnego większego wrażenia. Nienawidzę zapachu laboratorium i tych sterylnie białych ścian. To budzi we mnie moją paranoję.
Jedyny plus? Nigdy, przenigdy nie będę narkomanem. A fe.
Brak czasu mnie niszczy. Z dnia na dzień widzę tylko 7 rano, 5 po południu i 11 w nocy. Zabijam monotonnie siedząc na gg i pisząc durne zadania do szkoły. Niepamiętam kiedy zrobiłam jakąś fajną sesje, a kiedy byłam w plenerze? Chyba pod koniec pazdziernika. Co z tego, że mam pomysly, kiedy najlepsze światło w ciągu dnia marnuje podziwiając je zza okna sali fizycznej, albo jakieś innej biedy.
Książki czytam na raty, po kilkanaście stron dziennie, żeby wyrobić się w terminach. A cała większa działalność opiera się na bieganiu do szkoły z aparatem i lataniu na balkon, na zachody słońca.
A zima byla i poszła.
Narobila mi tylko nadziei na święta.
Osobiście nie mogę patrzeć na tą pierdoloną komercje. Gdziekolwiek nie wejde już świateczne cukierki, za chwile choinki i inne bzdury. Uwaga zaczyna się: "Mamooo.... kup mi to na mikołaja!".
Też lubie prezenty - żeby nie było :p, ale sprzedawanie tego wszytskiego już po 3 listopada?!.
Święta to dla mnie nadzieja na wolne. Wreszcie się wyśpie i spokojnie poczytam ksiązki. A czeka na mnie Proces Kafki, pewnie jakaś lektura, i może coś ciekawego wpadnie.
A na razie skończyłam jedną o Gejszach, teraz powieść o mojej ukochanej Elżbiecie Batory(polecam jej postać ludziom o mocnych nerwach). Dostałam do przeczytania książkę o największych zbrodniarzach w historii świata. To niewiarygodne co ludzie potrafili wyrządzić drugiemu człowiekowi.
Nie brzydzi was noszenie rękawiczek wykonanych z ludzkiej skóry?
Kiedyś było to modne, i wcale nie tak dawno... II wojna światowa - Niemcy.
Okrutne, lecz prawdziwe.
Czytając o tym zastanawiam się czy to naprawdę byli ludzie?
Czy tylko potwory w ludzkiej naturze.
/zdjęcia jak zwykle na dole/
komentarze [7]Like blood, like bad dream.
wtorek, 23 października 2007 20:57:37
Z dnia na dzień coraz mniej liści. Z dnia na dzień coraz więcej nagich drzew. Już nawet niebo nie chce mi pozować. Utopia szarości zalewa świat.
Miss-frozen panoszy się na świecie. Jednym skinieniem strąca bordowe liście z drzew. Zabiera im duszę, by ginęły wśród kropel deszczu i ciszy mgły.
Echo drzew szepcze: Zima nadchodzi, nadchodzi, nadchodzi...
Praktycznie nie mam czasu na nic. Nauka, nauka, nauka. Nie mam czasu załapać aparatu i pójść szukać jesieni. Umyka mi z dnia na dzień, aż w końcu zostaną tylko szkielety drzew.
Między tym wszystkim staram się żyć moim drugim życiem. Bajkowym i idealnym, totalnie nierealnym. Dziękuje mojemu kochanemu M. że jest ciągle i za to że jest jedyną osobą, z którą mogę zapomnieć o życiu.
Mimo wszystko lubię jesień, cokolwiek o niej nie powiecie.
//Przyszedł
i poszedł.
Uszedł
jak duch.
Jak mgła
pachnąca dymem jesiennym.
Nie płacze,
nie czuje,
nie żałuje
tej... straty?//
komentarze [5]Pachnie jesienią...
niedziela, 2 września 2007 01:16:19
Pachnie jesienią, pachnie zimnem, deszczem, melancholią.
Miss-frozen przywdziała bordowy płaszcz.
Powoli wychodzi z ukrycia, rozgląda sie niepewnie. Ostatnim zimnym spojrzeniem żegna panią Sierpień. Władczym tonem przywołuje pierwsze żółte liście by spadły. Razem z wiatrem szepcze im cicho: "Czas odejść, czas opaść".
Porankiem tańczy we mgle, popołudniami kryje się w lesie, wieczorem tuli świat deszczem.
Obejmuje panowanie nad jesienną nostalgią do lata...
***
Zamknij oczy i zapomnij
nie płacz
czekaj, módl się
poki odejdzie.
Odejdzie
Choc nie chce.
Boli i rani.
Wryło się w pamięć.
Nie daje życ - tętni.
Zamknij oczy i zapomnij
Zaśnij.
Znajdz mnie,
W swoim śnie.
Przyżekam - bedę tam.
[dedykowane - te amo].
komentarze [10]that, just like that, just like that
piątek, 24 sierpnia 2007 23:44:26
Naszła mnie wena na notkę xD. Tak jestem w doskonałym humorze, bo mój ukochany skoczek Thomas Morgenstern wygrał zawody w Zakopanem. I mogłam sobie spokojnie pomachać przed telewizorem moją koszulką z napisem: AUSTRIA. Hyhyhy xD
Relacji z Mazur nie będzie. Przepraszam, ale połowę zapomniałam:p A z Krk? Oooo nie:p zostawię te przyjemność dla siebie. Btw. pozdro dla pana z Housa, który nie słuchał MTM.
Hasło dzisiejszego dnia: "Jebie chłopem!!!!!!!!!xD". Oprócz tego dużo, dużo dobrego i szampana w deserach. Buziak dla mojej kochanej Sol-Leil;)
Magia litery M.
M. jak...
... m. (drogie m.)
... Monika;*
... prawie "te amo"
... miłość (broń Boże serial!)
... miziać
... Magda M.
... mieszkanie (orientalne)
... misia (nie wnikać)
... małżeństwo *bardziej ślub ;p)
... możliwości
... morning after
... message
... mejl
... magia
... meet & great (kiedyś pojadę jpn obiecuje xD)
... mauritius
... mol ( A-mol) ;D
... MY world & passion
Ha, wszystko
;*
komentarze [4]I won't be ignored
piątek, 27 lipica 2007 13:59:09
Przy dźwiękach The Little Things Give You Away, pisze kolejną notkę, a właściwie kolejne użalanie sie nad sobą.
Nie przypuszczałam, że po ponad 2 tygodniach radości i euforii te uczucia powrócą.
Czasami mam ochotę uciec
gdzieś daleko, daleko od tego świata.
W zakamarki mojej świadomości
do biblioteki marzeń i wspomnień.
Nie mogę ciągle marzyć, codziennie muszę uczyć się żyć.
Życie nie jest złe, tylko ludzie robią innym krzywdę.
Nienawidzę być ignorowana. Przez rodzinę - powoli przyzwyczajam się, że tu jest rodzina a ja jestem przypadkowym dodatkiem do niej.
Najbardziej boli, jeśli robi ci to ktoś komu ufasz, komu powierzyłaś swoje życie, problemy, marzenia i wszystko inne.
Zabolało, boli, wkrótce przejdzie.
Mam nadzieję...
W linkach zdjęcia z wczorajszej sesji. Z Mazur?
Może kiedyś.
'But trying to be someone else was harder than it seemed
And somehow I got caught up in between."
?
komentarze [12]Wakacje
poniedziałek, 25 czerwca 2007 22:16:07
Tak, zaczęły się wakacje. Mnóstwo wolnego czasu, który można spożytkować na nic nie robienie. Noo... może bez przesady. Pojawiają się już jakieś pierwsze wakacyjne plany i postanowienia.
Przede wszystkim to przyniosłam mój keyboard. Tak, poprzysięgłam sobie, że nauczę sie Leave out all the rest Linkinów. Oprócz tego może Rihanna? A, zobaczymy. Z planów wyjazdowych narazie jedyne to Mazury z Moniką:*, słyszałam coś o rzekomych Katowicach, szkoda, że nie z tą osobą na której mi zależy/zależało. Ile razy można prosić?
Nie wiem, i nie chce wiedzieć co dzieje się w mojej głowie. Poczekam aż myśli się same uporządkują. Męczą mnie dziwne sny, i mam nadzieję, że wkrótce przejdą.
Być może dokończę projekt z joanny, jeśli nie sporobuję zrobić cos z pomysłem, który narodził się jeszcze w maju. Przyznam szczerze, ze srednio idzie mi pisanie na wakacjach. Nie wiem dlaczego, ale cięzko mi pisać.
Musze sie wybrac do biblioteki. Koniecznie. Znowu zniosę sobie kilogramy książek i będę czytać całymi tygodniami.
Uwielbiam wakację.
Uwielbiam deszcz, który pada w nocy.
Lato jest piękne.
Na koniec cytat, takie małe podsumowanie tego co czuje/czułam w związku z całym moim ostatnim wyjazdem:
" Jeden dzień może być perłą, a wiek cały może nic nie znaczyć"
Nadal tego wszystkiego nie zrozumiałam...
komentarze [2]RELACJA!xD
środa, 20 czerwca 2007 16:54:43
Obiecałam to wrzucam:
RELACJA
12.06
12 czerwca roku pańskiego 2007 zwlokłam się z łóżka o godzinie 4.40 w celu udania się na koncert. Po w miarę szybkim i sprawnym ogarnięciu się wyruszyłam na pociąg do Rzeszowa. Po przesłuchaniu milion mp3 dotarłam na miejsce opalając się z książką na peronie, oczekując Eweliny i Szymona. Po miłym powitaniu przyjechał nasz pociąg, który jak się okazało jechał z Przemyśla, więc gratulujemy genialnej orientacji droga IwoKingo. Znaleźliśmy przedział, w którym były 3 wolne miejsca. Oprócz czas podróżowali: facet z zoną, który bezczelnie gapił mi się w dekolt,( i dał sobie siana dopiero po moim setnym spojrzeniu pt. „zajmij się sobą, albo zabiję”) bliżej nieokreślona starsza kobieta oraz student, który albo spał albo uczył się matmy. Podróż minęła średnio szybko. Uprawiałam to co w czasie podróży lubię najbardziej, czyli tępe gapienie się w okno.
Katowice powitały mnie razem z Moniką. Gdy tylko się obczaiłyśmy bagaże wylądowały 20 m za nami, a my oddałyśmy się dzikim powitaniom. Po owej chwili słabości, nadszedł moment zwątpienia. Wyciągnęłyśmy plan działania opracowany przez Rafała i udałyśmy się w teren. O ile ogarnięcie przystanku zajęło nam niewiele czasu, o tyle ogarnięcie autobusu milion razy więcej. Kiedy po 20 minutach zwątpiłam zupełnie w dostanie się do tej całej Silesii Monika spojrzała na autobus stojący obok nas od 10 minut i zaczęła krzyczeć: „To ten! To ten!”. No nic… Lepiej późno niż wcale ;p.
Dotarłyśmy… Upchnęłyśmy bagaże w informacji i ruszyłyśmy na podbój centrum handlowego, w którym z powodzeniem mogłabym zamieszkać (tak, zawsze chciałam mieszkać w centrum handlowym :p). Zwiedziłyśmy taras widokowy, udałyśmy się do housa, gdzie przeżyłam załamanie, bo bluza, na która dostawałam orgazmu okazała się straszna. Zmęczone maratonem sklepowym i wybieraniem sobie (i nie tylko sobie) obscenicznych ciuchów, poszłyśmy do empiku powąchać ksiązki.
Około 14 dostałam smsa, żeby zbierać rzeczy i wyjść przed galerię, bo nasz przewodnik (czyt. Rafał) dojeżdżał na miejsce. Niczym Ukrainki rozłożyłyśmy się z torbami na jakiś schodach oczekując naszego amanta. Byłoby to w miarę romantyczne gdyby nie lamenty Moniki, która potrzebowała do toalety. Powitanie przebiegło dość spokojnie i obeszło się bez jakiś większych ekscesów z naszej strony. Ruszyliśmy, więc w stronę Maryli (nasz nocleg xD). Ja jako osoba z niezwykłym urokiem osobistym zostałam uwolniona od mojej ważącej milion kilo torby, gdyż kolega Rafał okazał się niezwykle szarmanckim mężczyzną.
Dotarliśmy!
Jakimś cudem dostałyśmy pokój, ba! Mieszkanie wyposażone w 3 łóżka. Gdy tylko to zobaczyłyśmy narodził się szatański plan pt. ”kolega śpi u nas xD”. Jak się później okazało, wcale nie było to takie trudne. Wyposażenie naszego małego mieszkanka obejmowało nawet kieliszki. Szkoda, że nie zdążyłyśmy ich wykorzystać…
Następnie ruszyliśmy pod stadion podpisać flagę dla LP. Spóźniliśmy się chwilkę… Inaczej bylibyśmy na zdjęciu, które ukazało się następnego dnia w gazecie. Hm, bywa.
Totalnie zmęczone wróciliśmy do Maryli, Rafał do siebie. Używając całej siły perswazji udałam grzeczną i poukładaną dziewczynkę z dobrego domu, która przekonała mamę Rafała, że jest absolutnie niezbędne, by został u nas na noc, w teoretycznie wolnym łóżku. Przy okazji zostałyśmy zaproszone na kolację i mały wstęp przed dniem kolejnym, czyli Live In Texas.
Koło 23.30 zawitaliśmy w komplecie na kwaterze. Pominę opis tej nocy, nadmieniając tylko, ze nie spałam dłużej niż godzinę, gdzieś miedzy 4.30 a 5.30. Jednak o 4 muszę wspomnieć, kiedy to moja poranna wena twórcza przeszła samą siebie. Leżąc na zgonie w łóżku spojrzałam na Monikę, która znowu miała jakiś bliżej nie ogarnięty problem i stwierdziłam: „Zamknij się, ty ty królowo tysiąca haremów”. Okazuje się, że genezą tego hasła były bliżej nieokreślone odgłosy, w rodzaju orgazmowych stęków, które udało się nam zaobserwować w nocy, podczas zapewne kosmatych snów koleżanki Moniki. Tak czy siak po dziś dzień to hasło, stało się dosłownie sloganem tego wyjazdu. Brawa dla mnie xD (dziękuję).
~KONCERT~ (13.06)
I zaczął się ten najważniejszy dzień! Około 8 rano byliśmy na miejscu. Rozłożyłam się pod przytulną bramką rozkręcając nasz wesoły grajdołek. Po chwili Rafał pojechał po kolegę do Katowic na dworzec. Wiec zostałyśmy same na placu boju. Ochroniarze wywalili nas z miejscowy bo przestawiali bramki, więc znalazłyśmy inne miejsce. Wymarzone wręcz – środek asfaltu w samym słońcu. Cudownie… Potem dołączyli do nas Radek i Łukasz a także Alex. Jeszcze później dosiadła się cuz i zaczęła się zabawa na osto. Około południa przybyły koleżanki Rafała. Wstrzymam się może od jakiegokolwiek komentarza, oprócz – „dawno nie miałam ochoty wylać komuś na idealnie ułożone włosy butelki wody, tak jak wtedy im…”
Około 12.30 ludzie zaczęli ustawiać się w kolejce do bramek co było czystym idiotyzmem! Gdyż zaczęli nas puszczać dopiero o 16 czyli z godzinnym poślizgiem. Któryś z zespołów zażyczył sobie innego rozstawienia barierek pod sceną. I tak oto czekaliśmy tyle czasu. I było zabawnie. Ciągle leciały hasła typu: „Open the door”; „Wypierdalac!”; „Giertych dopiero wydaje pozwolenie na koncert”; „No Giertych, no fun” – by me ;). Cierpienia zostały wynagrodzone jednym setem lp w ramach próby. Wtedy zaczeiśmy krzyczeć i klaskać. A peralowcy gwizdali. No cóż brawa za kulturę. No i brawa dla ochrony, która na naszych oczach piła sobie zimną wodę. Stojąc tam czuliśmy się jak jakaś druga kategoria ludzi. ALE! Warto było czekać.
Puścili nas. Wprawdzie jakaś zdzira rozdzieliła mnie z Rafałem w bramce, ale i tak byliśmy jednymi z pierwszych, którzy weszli w 1. Kontroli prawie wole nie było. Kazali nam odkręcać i wyrzucać korki z butelek/soków. Jak się później okazało, żebyś ktoś pełną butelką nie rzucił, albo coś. Ja byłam jedną z pierwszy i ostatnich osób, które „macali” po nogach. A potem już tylko jazda. Jakieś 600m biegiem na płytę. Przyznam szczerze, że to było bardzo fajne. Biec sobie z rozkręconym sokiem między ochroną uważając żeby się nie wywalić. Dobiegłam. Zaraz za nami przyleciały dosłownie: Alex i Monika. Miejscówa była genialna: 6-7 rząd na wprost perkusji Roba. Cudownie<3. W między czasie musiałam wyjść. Bo było mi totalnie słabo. Później wciągnęli mnie spowrotem na miejsce. Mimo że do wejścia LP zostało jakieś 2 godziny zaczęliśmy skandować: Linki Park! Linki Park! A potem było tak 6 razy w ciągu całego koncertu.
Wszedł pierwszy support. Gutierezz. Tak, wiemy, że się starali, ale to nie to. Łysy gościu skaczący po scenie z tamburynem niczym mały murzynek bambo to nie szczyt naszych oczekiwań. Cóż – brawa – za dobre chęci.
W międzyczasie odśpiewaliśmy sto lat dla Andrzeja Leppera, bo miał urodziny.
Coma – suport numer 2.
I tu się zaczęło. Grali same rembanki. Istny kocioł, pogo i młyn. Na nic zdało się: „Kurwa, nie pchaj się”. Ledwo ustaliśmy. W sumie gdyby nie Rafał trzymający mnie za ręce to pewnie by mnie zdeptali doszczętnie. Dzięki. Przeżyłam:*.
30 minut wytchnienia po Comie, przepchaliśmy się do przodu i weszło LP!
Najpierw Joe Hahan. Skandowane Linki Park zamieniło się w wielki pisk, krzyk i radość. Potem kolejno: Brad, Phoenix, Rob a na końcu wokalowe rodzynki: Chester i Mike.
Fanki kochanki zrobiły huk – tak, tak tego mogliśmy się spodziewać. Na pierwszy ogień poszło One step closer. Śpiewałam, krzyczałam, nawet rapowałam! Jednocześnie opierając się totalnemu młynowi. Na Lying from you miałam dosyć. Pot płyną mi po twarzy i ledwo się trzymałam. Somewhere i Belong. Dość! W połowie wyszłam. Totalnie nas z Rafałem rozdzieli. W zasadzie były dwie możliwości: puścić się za rękę, albo połamać sobie nawzajem palce. Wybrałam to pierwsze. Przewalając się przez tłum ludzi poszłam spod sceny. Znalazłam w miarę ustronne miejsce między fanami PJ pod telebimem. Jak stanęłam na palcach to nawet scenę widziałam. Wreszcie miałam chwilkę by zrobić marne zdjęcia moja komórką. Gościu obok miał zajebistą cyfrówkę, mówię mu żeby mnie podniósł to zrobię foty z góry. Szkoda, że miał 30 lat a nie podniósł 17 latki ;p. Trochę się podłamałam ale ok… Za to inny bez problemu, za pierwszym razem. Ahawa tak szyderczo spojrzał na tamtego, jak mnie podniósł. :p. HA! Nawet sobie parę piosenek nakręciłam z telebimu. Jak się dorobie kabla to wam pokażę, obiecuje. Kiedy zagrali Leave out all the Rest to żałowałam, że wyszłam. Akurat tej piosenki powinnam była słuchać pod sceną stojąc obok niego, w końcu to „nasza” piosenka. Na The Littre Things Give You Away podobnie.
Mike ze sceny upomniał ludzi, żeby przestali robić młyn, bo komuś stanie się krzywda, jak ktoś wpadnie to podnieść. Potem pytali ile osób ma Minutes to Midnight. (ja se sciągłem! – kocham cię człowieku, normalnie!). Ogólnie wykazali respekt dla PJ i ich fanów. I tak powinno być. To starszy zespół, starsi fani –szacunek się należy.
Pod koniec gwóźdź całego koncertu. Mike kazał podnieść ręce i klaskać: Bleed it out!
Nawet Peralowcy klaskali. Któż by się oparł?! Kiedy pierwszy raz usłyszałam ten numer czułam, że to będzie gwóźdź koncertu. I był. A potem już tylko Faint. Na sam koniec . I tak oto magia się skończyła. Występ Linki Park dobiegł końca. Niestety (((. Mamy nadzieję, że nas zapamiętają.
Przy okazji pozdrawiamy statycznych ludzi w trybun. Lol, pojechał wam Mike, nie ma co.
Na after party nie było siły. W ramach tego zjedliśmy coś w stylu kolacji, zrobiliśmy mała sesję zdjęciową (zdjęcia z wyjazdu -> patrz dział LINKI), w międzyczasie kłócąc się kto pierwszy ściąga buty lol. Jak się potem okazało Monika podstępnie pozbyła się adidasów łaskawie nie informując reszty o tym…
W nocy spaliśmy więcej, niż poprzedniej. Myślę, że byliśmy na tyle wymęczeni, że każdy marzył dosłownie o śnie. Poranek był straszny. Ręce, ramiona i nogi bolały tak bardzo, że nie dało się wstać. Grobowe miny. W końcu tak naprawdę nikt nie chciał jeszcze wracać do domu. Zadziwiające jak bardzo zżyliśmy się ze sobą w te 3 dni. Spóźniłyśmy się na jeden pociąg(nie pokazuje palcem przez kogo ;p). Na dworcu było ciężko. Pierwsze rozstanie: z Rafałem. Popłakałam się jak głupia, ale nie potrafiłam inaczej. W Krakowie chciałam uciec na pociąg do Katowic, ale zostałam powstrzymana przez Monikę. Naprawdę nie chciałam wracać.
W Krk zamiast obiecanego obiadu i zakupów okazało się, że mam 20 minut do pociągu. Zdążyłam spotkać się z Shadii i jej dwoma Ukrainkami, które miały flagę podpisaną na m&g. Szczęściary.
Pożegnałam się z Moniką, wsiadłam w pociąg i wróciłam.
Taa, to była bardzo skrócona relacja z wyjazdu, która na brudno zajęła mi 21 stron w zeszycie xD.
Ku pamięci setlista z koncertu (by lpzion.org bo niestety mam sklerozę):
1. One step closer
2. Lying from you
3. Somewhere i belong
4. No more sorrow
5. Papercut
6. Points of authority
7. From the inside
8. Leave out all the Rest
9. Numb
10. Pushing me away (akustycznie)
11. Breaking the habit
12. In the end
13. Crawling
14. Bleed it out
15. The little things give you away
16. What I’ve done
17. Faint
Pozdrowienia dla wszytskich: Moniki, Demotrix’a , Luksia, Cuz, Radka, Alex, Shadii, Corell’a, Eweliny i wszystkich tych, których widziałam a nie wiem, że widziałam.
Kocham was:*
Jesteśmy fucking amazing!
komentarze [8]
Menu
Ulubieni












Kluby
Archiwum
2006
październik (3)listopad (2)grudzień (1)2007
styczeń (5)luty (2)marzec (2)kwiecień (2)maj (4)czerwiec (5)lipiec (1)sierpien (1)wrzesień (1)październik (1)listopad (1)2008
styczeń (3)luty (1)marzec (1)maj (1)sierpien (1)listopad (1)
Credits
Lay & html:
excence
Photo:
gsso-stock
Brush:
SpiritSighs-stock
Only for:
IwaKinga